wtorek, 17 września 2013

2.Jawa czy sen?

…nozdrza paliły go niemiłosiernie ,jakby ktoś wlał w nie żrący kwas, odwrócił twarz od źródła nieprzyjemnej woni i otworzył oczy.Młody mężczyzna pochylał się nad nim ,nie pamiętał skąd go zna,nie wiedział co się stało ani ,dlaczego ludzie otaczający go są przerażeni.Przenosił spojrzenie od twarzy do twarzy ,na dłużej zatrzymał je przy szpakowatym ,poważnym mężczyźnie ,który pytał co się stało?,czy coś go boli?
-Nie boli-”odpowiedział”,nie wiedział ,że nie wydał z siebie żadnego dźwięku ,że jego usta nawet nie drgnęły,poczuł silne dłonie na policzkach ,odwrócił twarz w stronę,w którą go ciągnęły i spojrzał w oczy koloru piwa korzennego,tak znajome i obce zarazem, chłopak pytał:
-Co się stało?,gdzie jest Al ?
-Nie wiem -odpowiedział bezdźwięcznie,pamiętał tylko ,że Al to coś ważnego,najważniejszego.Dziewczyna anioł o jasnych blond włosach i oczach niebieskich jak niebo ,pochylała się nad nim
-Gdzie jest Aurora?-pytała tonąc we łzach.
-Aurora…,to… coś dobrego,ciepłego… jak słońce ,dzięki temu czułem,że… mam wszystko-tyle wiedział na pewno …
Obraz przed jego oczami pojawił się znikąd,obszerny salon,komplet jasnych kanap.Na trzyosobowej chłopak w ciasno zaplecionych warkoczykach,obok niego dziewczyna anioł z wyciągniętymi nogami spoczywającymi na kolanach „sąsiada”.Na dwuosobowej kanapie dobrze zbudowany blondyn o lekko kręconych włosach i on.
-Aurora Luna…-usłyszał głos jak setki dzwoneczków,
-Dlatego AL – na fotelu siedziała drobna dziewczyna,uśmiechała się słodko,włosy miała w kolorze kasztanów,z jaśniejszymi pasmami gdzieniegdzie,sięgające do połowy szyi.Przez wielkie okno za jej plecami wpadało słońce,w którym jej włosy lśniły jakby skąpane miodem,spojrzała na niego dużymi zielono-bursztynowymi oczami aż mu dech w piersi zaparło ,długie, czarne jak smoła rzęsy, rzucały cienie na zaróżowione policzki,jej równe zęby już nie raziły bielą ,bo usta na powrót stały się różowo-perłowym serduszkiem ,od którego nie mógł oderwać wzroku.
-Luna znaczy księżyc,prawda?-zapytał jego umięśniony sąsiad
-Tak-odpowiedziała z uśmiechem
-A co znaczy Aurora?,czy w ogóle coś znaczy?-dopytywał ,za co był mu wdzięczny ,bo sam bardzo chciał to wiedzieć
-Blask słońca,promień słońca.To włoskie imię,ale z angielskiego, właśnie tak można je tłumaczyć…
-Czyli jesteś „Sunshine Moon”?-stwierdził zafascynowany blondyn.Uśmiechnęła się tak jak lubił najbardziej…
-Można tak powiedzieć …-przyznała chichocząc ,po jego ciele rozlało się błogie ciepło i już wiedział ,że to na nią czekał całe życie…
Obraz zniknął ,wyparty przez nerwowe nawoływania
-Bill!,co ci jest?!,spójrz na  mnie do cholery!,słyszysz?!,co się stało?!,gdzie jest Al ?!-mężczyzna potrząsał nim mocno,nieprzyjemnie.
-Tom!,przestań!,nie szarp go!
-Tom…to też coś najważniejszego …-pomyślał,spojrzał w jego zmartwione oczy,zmartwione?…
-Nie…,nie są takie same…-znów usłyszał jej głos lecz tym razem jej nie widział-w oczach Toma widzę…,pewność siebie,tak potężną, że przesłania wszystko inne.Kiedy patrzy na ciebie,to tak,jakby mówił:ze mną się nie zadziera,uważaj…,dla własnego dobra.Nie potrzebując do tego słów,zwłaszcza ,kiedy chodzi o bliskie mu osoby-strach,niepokój,panika…właśnie to widać teraz w jego oczach…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz