…nozdrza paliły go niemiłosiernie ,jakby ktoś wlał w nie żrący kwas,
odwrócił twarz od źródła nieprzyjemnej woni i otworzył oczy.Młody
mężczyzna pochylał się nad nim ,nie pamiętał skąd go zna,nie wiedział co
się stało ani ,dlaczego ludzie otaczający go są przerażeni.Przenosił
spojrzenie od twarzy do twarzy ,na dłużej zatrzymał je przy szpakowatym
,poważnym mężczyźnie ,który pytał co się stało?,czy coś go boli?
-Nie
boli-”odpowiedział”,nie wiedział ,że nie wydał z siebie żadnego dźwięku
,że jego usta nawet nie drgnęły,poczuł silne dłonie na policzkach
,odwrócił twarz w stronę,w którą go ciągnęły i spojrzał w oczy koloru
piwa korzennego,tak znajome i obce zarazem, chłopak pytał:
-Co się stało?,gdzie jest Al ?
-Nie
wiem -odpowiedział bezdźwięcznie,pamiętał tylko ,że Al to coś
ważnego,najważniejszego.Dziewczyna anioł o jasnych blond włosach i
oczach niebieskich jak niebo ,pochylała się nad nim
-Gdzie jest Aurora?-pytała tonąc we łzach.
-Aurora…,to… coś dobrego,ciepłego… jak słońce ,dzięki temu czułem,że… mam wszystko-tyle wiedział na pewno …
Obraz
przed jego oczami pojawił się znikąd,obszerny salon,komplet jasnych
kanap.Na trzyosobowej chłopak w ciasno zaplecionych warkoczykach,obok
niego dziewczyna anioł z wyciągniętymi nogami spoczywającymi na kolanach
„sąsiada”.Na dwuosobowej kanapie dobrze zbudowany blondyn o lekko
kręconych włosach i on.
-Aurora Luna…-usłyszał głos jak setki dzwoneczków,
-Dlatego
AL – na fotelu siedziała drobna dziewczyna,uśmiechała się słodko,włosy
miała w kolorze kasztanów,z jaśniejszymi pasmami gdzieniegdzie,sięgające
do połowy szyi.Przez wielkie okno za jej plecami wpadało słońce,w
którym jej włosy lśniły jakby skąpane miodem,spojrzała na niego dużymi
zielono-bursztynowymi oczami aż mu dech w piersi zaparło ,długie, czarne
jak smoła rzęsy, rzucały cienie na zaróżowione policzki,jej równe zęby
już nie raziły bielą ,bo usta na powrót stały się różowo-perłowym
serduszkiem ,od którego nie mógł oderwać wzroku.
-Luna znaczy księżyc,prawda?-zapytał jego umięśniony sąsiad
-Tak-odpowiedziała z uśmiechem
-A co znaczy Aurora?,czy w ogóle coś znaczy?-dopytywał ,za co był mu wdzięczny ,bo sam bardzo chciał to wiedzieć
-Blask słońca,promień słońca.To włoskie imię,ale z angielskiego, właśnie tak można je tłumaczyć…
-Czyli jesteś „Sunshine Moon”?-stwierdził zafascynowany blondyn.Uśmiechnęła się tak jak lubił najbardziej…
-Można
tak powiedzieć …-przyznała chichocząc ,po jego ciele rozlało się błogie
ciepło i już wiedział ,że to na nią czekał całe życie…
Obraz zniknął ,wyparty przez nerwowe nawoływania
-Bill!,co
ci jest?!,spójrz na mnie do cholery!,słyszysz?!,co się stało?!,gdzie
jest Al ?!-mężczyzna potrząsał nim mocno,nieprzyjemnie.
-Tom!,przestań!,nie szarp go!
-Tom…to też coś najważniejszego …-pomyślał,spojrzał w jego zmartwione oczy,zmartwione?…
-Nie…,nie
są takie same…-znów usłyszał jej głos lecz tym razem jej nie widział-w
oczach Toma widzę…,pewność siebie,tak potężną, że przesłania wszystko
inne.Kiedy patrzy na ciebie,to tak,jakby mówił:ze mną się nie
zadziera,uważaj…,dla własnego dobra.Nie potrzebując do tego
słów,zwłaszcza ,kiedy chodzi o bliskie mu
osoby-strach,niepokój,panika…właśnie to widać teraz w jego oczach…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz